Pokonali 21 tysięcy kilometrów na rowerach!



 2016-09-14 07:33:13        

Okazuje się, że z miasta partnerskiego Bad Fallingbostel do Miastka wcale nie jest tak blisko, jak się wielu osobom wydaje. Tekla i Konstantin Aiteew w drodze do Miastka pokonali aż 21 tysięcy kilometrów i to na rowerach! Oczywiście do Miastka z Bad Fallingbostel jest tylko ponad 700 kilometrów, ale młodzi Niemcy postanowili sobie te trasę "nieznacznie" wydłużyć, zwiedzając najpierw Europę i Azję. Tekla jest córką państwa Petry i Jensa Zillmannów. Przypomnijmy, że Jens jest przewodniczącym Komitetu Partnerstwa Miast w Bad Fallingbostel. Kilka lat temu Zillmannowie sami przyjechali na rowerach do Miastka. To oni zaszczepili Tekli żyłkę podróżowania rowerem po Europie. Z kolei Konstantin pochodzi z Kazachstanu. W wieku ośmiu lat wraz z rodzicami znalazł się w Niemczech i mieszka tam od dwudziestu lat. Teklę poznał w szkolnej ławie. Obydwoje są absolwentami wyższych uczelni - Tekla ukończyła teatrologię, a Konstantin geografię. Po ukończeniu studiów zdecydowali, że odwiedzą na rowerach rodzinne strony Konstantina, czyli Karagandę w Kazachstanie. - Postanowiliśmy ruszyć w drogę ciekawi świata i ludzi - wyjawia Konstatnin. - Jadąc rowerem czujesz się wolnym i całkowicie zależnym od siebie i swoich możliwości człowiekiem. Przed tobą tylko jeden cel - dotarcie do wyznaczonego celu, no i potem powrót. Dokładnie 01 kwietnia 2015 roku ruszyli na wielką trasę przez Niemcy, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Turcję, Gruzję, Armenię, Iran - do Kazachstanu, gdzie odwiedzili babcię Konstantina. Następnie przez Uzbekistan, Chiny, Wietnam, Laos, Kambodżę, Tajlandię. Potem zamarzyli sobie, że zwiedzą na rowerach Japonię. na wyspę popłynęli statkiem. W drodze powrotnej jechali przez Mongolię, Rosje, kraje bałtyckie - Estonię, Łotwę, Litwę i do Polski. Dziennie pokonywali od 50 do stu kilometrów. W naszym kraju zboczyli z kursu, by odwiedzić Miastka. W minioną sobotę spotkaliśmy ich na dożynkach w Świerzenku, a w poniedziałek odwiedzili Centrum Informacji Turystycznej. - Jesteśmy szczęśliwi, że udało się nam pokonać aż tyle kilometrów. Zapisaliśmy cztery bruliony notatek. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć i filmów - przydadzą się szczególnie Konstatntinowi, który będzie uczył dzieci geografii - mówi Tekla. Czy powstanie z tych zapisków jakaś książka? - Zastanawiamy się, ale po drodze spotkaliśmy co najmniej sto takich podróżników, którzy również zwiedzali Europę i Azję na rowerach. Pewnie każdy z nich chciałby potem napisać książkę. Nie wiemy jeszcze, czy tę wiedzę i te doświadczenia przelejemy na papier - zastanawia się Konstantin. Jak wyglądała ich jazda od kulis? - Spaliśmy w namiocie w różnych miejscach, ale przeważnie w lasach. Nie czuliśmy żadnego strachu. No może raz, kiedy to w Turcji w nocy koło naszego namiotu przechodzili, a raczej przebiegali uchodźcy z Afryki. Straszono nas też niedźwiedziami, ale poza lisem, skorpionami, olbrzymimi pająkami, żadnych takich zwierzęcych niebezpieczeństw nie widzieliśmy - relacjonują młodzi cykliści. Raz ich okradziono z podręcznego sprzętu rowerowego. Zdarzyło się to w Chinach. Innym razem przewrócili się, doznając małych kontuzji. - Ale żadnych sensacji na trasie nie było. Naszym największym problemem było zaopatrzenie w ... jedzenie wegetariańskie. Niestety w Azji stawia się na mięso i produkty mączne, ale mieliśmy specjalne w "wegetariańskie" konserwy - mówi Konstatntin. Rowery, poza wieloma zmianami opon, wytrzymały tę długą trasę. Ostatnią oponę zmieniali w Miastku. Jak nam powiedzieli, z pogodą też nie było źle. Nawet kiedy był mróz, to na przykład w Himalajach świeciło takie słońce, że aż trzeba było zdejmować kurtki. - Jakie były drogi? Różne - od asfaltowych, aż po bezdroża. Największą satysfakcję sprawiało nam pokonywanie olbrzymich wzniesień, na przykład w Himalajach, kiedy to na jedną górę wjeżdżaliśmy przez cztery - pięć godzin. A jaka była potem satysfakcja ze zjazdu? - śmieje się Konstantin. Młodzi cykliści żegnając się z nami w Miastku powiedzieli: - Ach, nach Hause!!! Kiedy piszemy ten tekst, są już w okolicach Szczecina, czyli coraz bliżej domu. Kiedy znowu ruszą na trasę? - Nie wcześniej niż po dwóch, trzech dniach na pewno - powiedzieli nam. Czy żartowali?.....